poniedziałek, 18 lipca 2016

too pathos to take activity

Bardzo dawno nic nie pisałam. Prawdę mówiąc, całkowicie się oddałam swojej rzeczywistości - znajomym i nauce, ale przede wszystkim temu drugiemu. Stała się ona bardzo ważną częścią mojego dojrzewania i zakładam, że nie potrafiłabym pogodzić uczenia się z pisaniem tu. W każdym razie, nie chciałabym pisać o mojej zmianie podejścia do - obiektywnie rzecz ujmując - wszystkiego.
Siedzę przed laptopem z założonymi rękami i stukam jakieś bzdety na klawiaturze, bo dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że nie znam swoich intencji, nie mam pojęcia, dlaczego zdecydowałam się coś zamieścić.
Nie przychodzę tu z żadnym pomysłem. Moja głowa, jeżeli chodzi o sprawy blogowania, jest całkowicie wyprana z jakiejkolwiek kreatywności. Zamiast wywodzić się na jakiś kontrowersyjny temat, po prostu lakonicznie opowiem, co u mnie.

Ostatni raz pisałam tutaj, gdy miałam czternaście lat. Mogłabym się rozwodzić nad tym, jak bardzo moja osoba uległa zmianie czy jak bardzo wtedy byłam niedołężna umysłowo (co jest faktem nie do zbicia), ale tego nie mam zamiaru robić, ponieważ doskonale wiem, że za dwa lata mówiłabym tak samo o teraźniejszej mnie. Tak było, jest i będzie - jest to zakodowane gdzieś w jakiejś komórce naszego mózgu, że żywymi niechęć do siebie samych z przeszłości.
Niespełna miesiąc temu otrzymałam świadectwo zakończenia gimnazjum i zamknęłam za sobą jeden z rozdziałów. Takie same bzdety mówiłam po ukończeniu podstawówki, jednakże teraz to całkowicie inna sprawa. Porwałam się z motyką na słońce - jak mały, nieudolny wróbel próbujący odlecieć ze stadem bocianów na cieplejszy kontynent. W tym przypadku jestem jeszcze bardziej zdesperowana od tego ptaka, ponieważ nie dołączam się do żadnego grona. Ze swojego rodzinnego siedliska idę samotnie do nowej szkoły, oddalonej o nieco ponad siedemdziesiąt kilometrów. Do miasta co prawda idzie jeszcze paru innych osobników, ale kontakt z nimi od pewnego czasu mam ograniczony.
Przepraszam za dygresję, ale wiąże się z tym ciekawa sytuacja, gdyż jeszcze rok temu skakałabym z radości, że akurat te osoby wybywają do stolicy województwa razem ze mną. Rok to tylko dwanaście miesięcy, trzysta sześćdziesiąt pięć dwudziestoczterogodzinnych dób, ale potrafi zmienić życie o dziewięćdziesiąt (sto osiemdziesiąt to przesada, jestem całkiem stabilna emocjonalnie i nie pozwolę sobie, aby ktoś bezczelnie rujnował mi życie aż w tak ogromnej skali) stopni. To całkiem słodkie, że osoba będąca największym oparciem, wnosząca nieokreślenie wiele, z dnia na dzień wykreśla Cię z życia. To jednak już historia, fragment przeszłości, którego nie mogę oderwać. Zawsze mogę próbować go unicestwić i stopniowo o nim zapomnieć. Moja własna historia mojej własnej przeszłości jest jednakże nie do zatarcia.
Powracając do tematu nowej szkoły, nowych ludzi i jednym słowem otoczenia - lęk wymieszany z ciekawością. Chciałabym należycie przygotować się do matury i ją zdać, aby bezproblemowo dostać się na studia. Chyba marzenia o pewnym, stałym źródle dochodów przysłoniły mi wiele wartości w życiu. Przykro o tym mówić.
Nie wiem, jakie mam oczekiwania od szkoły średniej. Na dzień dzisiejszy w głowie mam tylko grubą warstwę nicości, która przysłania mi odpowiedź na pytanie: czego ja właściwie chcę? Mam nadzieję, że za rok albo dwa, kiedy prawdopodobnie znowu postanowię się odezwać na tym blogu będę już znała odpowiedź.
Dziś Was już zostawiam, miłego wieczoru, upojnej nocy, dobrze wykorzystanego dnia - nie wiem

piątek, 21 listopada 2014

Never let your fear decided your fate

Każdy z nas ma w sobie coś z demona. Chociaż ludzie to istoty boskie, rzekomo idealne, są nasyceni alfabetem cech zbliżających do otchłani piekieł. Nie widzimy tego, jesteśmy ślepi na swoje błędy. Cudze przewinienia umiemy dostrzec nawet w ciemnościach. Potrafimy dostrzec cudzy uszczerbek nawet z zamkniętymi oczami w czeluściach hadesu. Sami jesteśmy w swoim przeczuciu bliscy idealności.